BLOG << zobacz wszystkie wpisy

27 października 2012,

Drzewo nie dające owoców

Ef 4, 7-16 · Ps 122 · Łk 13, 1-9

Wcale nie jest łatwy ten dzisiejszy fragment Ewangelii. Może samo zrozumienie tekstu nie jest trudne, ale jego znaczenie ciężko zaakceptować. Oto bowiem pojawiają się dwie krwawe historie. Pierwsza, to rzeź ludzi za sprawą króla Heroda. Nie pamiętam, czy to było powstanie, bunt czy coś takiego, ale zemsta króla odbijała się głośnym echem i była nad wyraz brutalna. Pochłonęła też życie niewinnych. Tu przyczyną bólu był ewidentnie człowiek, ale Jezus nie odnosi się do tego, by szukać winnego. Drugim przypadkiem wspomnianym przez Jezusa była śmierć przypadkowych ludzi spowodowana zawaleniem się budowli. W tych dwóch historiach powtarza się jeden wniosek: ich cierpienie nie ma związku z ich grzechem. Czy byli grzesznikami? Oczywiście, że byli, ponieważ każdy człowiek jest grzeszny. Ale Jezus powiedział, że nie byli większymi grzesznikami, niż ci, którzy może stali obok i przeżyli. Jezus nie rozstrzyga, dlaczego jedni zginęli, a drudzy przeżyli. Jego uwaga koncentruje się na potrzebie nawrócenia. „Lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie”.
Nasza natura jest przewrotna. Pamiętamy o Bogu bardziej w ucisku i biedzie niż w czasach dobrobytu. To smutne, jak niewielu wierzących jest w stanie oprzeć się pokusie bogactwa, a tym bardziej sławy. Nie chodzi o samo bogactwo, ale o to, co pieniądze lub kamera TV robi z człowieka. Jak pisał Leighton Ford: „zamienia nawet skromnego wierzącego kaznodzieję w potentata”. Dlaczego Bóg dopuszcza prześladowania i ucisk? Bo nas kocha i wie, co ratuje nasze serca i dusze. To często boli, ale jest to ból ku wyzdrowieniu. Jest to trudna prawda którą niełatwo przyjąć.
W drugiej części czytanej perykopy Jezus ostrzega słuchaczy poprzez przypowieść, ale rozumiana jest bezpośrednio w odniesieniu do nich. Oto jest drzewo figowe i ogrodnik oczekuje od niego owocu. Ostatnie trzy lata (widocznie już tyle Jezus ogłaszał przyjście Królestwa Bożego) nie przyniosły żadnego owocu. Wiadomo z kontekstu, że owocem ma być nawrócenie. Właściciel winnicy (Bóg) mówi więc do ogrodnika, „wytnij to drzewo”. W kontekście dwóch poprzednich historii, brzmi to bardzo drastycznie. Ale ogrodnik wstawia się i drzewo otrzymuje ostatnią szansę. Zostanie okopane i obłożone nawozem. Te dodatkowe czynności odnoszą się (domyślamy się tego) do odkupieńczej śmierci, zmartwychwstania i zesłania Ducha Świętego. Jeżeli wtedy nie wyda owocu nawrócenia, usunę je. Może nam się wydawać, że miłość Boża czeka w nieskończoność. Może miłość trwa, ale sprawiedliwość Boża zaczyna działać i niszczy zło. Drzewo dostaje jeszcze rok szansy, ale jeżeli się nie poprawi, zostanie wycięte.
Kiedy patrzymy na historię Narodu Wybranego to widzimy w praktyce zasady płynące z dzisiejszego tekstu. Najpierw w czasach sędziów widzimy, że ucisk przyprowadzał Izraela do Boga a okresy obfitości powodowały brak wiary i odejście od Prawa. Widzimy też, jak Pan Bóg leczy Bałwochwalstwo uciskiem. Widzimy wyraźnie działanie Boga i pedagogikę Boga w przyjściu niewoli Babilońskiej. Najpierw Bóg ostrzegał Swój lud. Gdy lud się nawracał, Bóg rezygnował z kary. Juda przeszła w okresie królestwa kilka przebudzeń, podczas gdy drugie królestwo – Izrael trwał w grzechu. Izrael zniknął z map historii w 721 roku. Bezpowrotnie zaginęło 9 pokoleń Izraela. Pamiętam jak ks. Hocken zastanawiał się w Lanckoronie nad tym, jak te pokolenia powrócą na arenę dziejów, o czym mówi Apokalipsa. Nie wiemy, czy będzie to jakaś ponad naturalna restauracja. Idźmy jednak dalej do królestwa Judy. Pogrąża się w grzech coraz bardziej i dostaje ostrzeżenia. Trwa to kilka pokoleń aż w końcu Bóg postanawia: będzie kara! I już nić nie może odwrócić tego postanowienia, które zrealizuje się za jakiś czas. Zresztą Juda nie za bardzo stara się o miłosierdzie Boga. Jeremiasz był tym prorokiem, który głosił nadejście kary i wiele wycierpiał z tego powodu. Był traktowany jako obcy agent osłabiający morale. Kara jednak nieuchronnienadeszła. Tyle historii.
Co teraz my mamy z tym wszystkim zrobić? Odpowiedź może być tylko jedna – wydać owoce nawrócenia! Bóg nas dotyka, obdarza łaską, pielęgnuje. Ale jednocześnie oczekuje owocu. Każdego dnia przychodzi i ogląda z nadzieją nasze gałązki, czy są tam zalążki, czy się rozwijają, czy dojrzewają owoce. I cieszy się, gdy je znajduje. Brak owocu jednak powoduje, że woła ogrodnika. Warto pamiętać o tej części z dzisiejszego czytania, bo jest ona prawdą o nas i o Bogu, Bardzo podobny przykład znajdziemy w J. 15. Poważne przypowieści mówiące o tym, że Bóg nie pozwala z siebie szydzić – Gal. 6, 7-8. Wydajmy owoce nawrócenia!