BLOG << zobacz wszystkie wpisy

29 sierpnia 2012,

Najlepsza opieka

Jr 1, 17-19 · Ps 71 · Mk 6, 17-29

Gdy się choć chwilę zastanowić nad dzisiejszą Ewangelią, to budzi ona refleksje smutne i przerażające. Uogólniając można powiedzieć: „taki jest świat”. Nie ma żadnych względów dla świętości, czystości i prawości. Ginie niewiarygodnie wielki człowiek, w niewiarygodnie głupi sposób. Jednak głębsze refleksje przynoszą pokój.

Najpierw o Janie Chrzcicielu. To ostatni wielki prorok Starego Testamentu. Niesamowicie popularny. Na kartach Ewangelii co chwilę spotykamy jego uczniów. Nawet po wielu latach, o czym czytamy w Dziejach Apostolskich, jego uczniowie rozsiani są różnych miejscach cesarstwa. Ten wielki prorok, śladem swoich największych poprzedników, jest bezkompromisowy w przekazywaniu Bożej Prawdy. Naraził się więc władzy. Jezus mówił do swoich współziomków: Iluż to proroków wasi przodkowie prześladowali i pozabijali: Eliasz, Jeremiasz i tak dalej. Byli wielkimi, czynili wielkie znaki, a jednak byli ścigani i prześladowani. Rzadko bowiem Boża Prawda ma się dobrze w świecie. Normalnym stanem jest prześladowanie, a nie uznanie. Święty Paweł napisał do Tymoteusza, że wszyscy, którzy chcą być wierni Chrystusowi, napotkają prześladowania. (2 Tym 3, 12) My jednak – i to jest naturalne – tęsknimy do czegoś innego. Do spokoju i wolności od problemów. Czasem nawet szukamy popularności za cenę kompromisu. Jest to droga do zguby i żaden wielki prorok nie szedł drogą takich ustępstw.

Herod Antypas i Herodiada nie byli wielkimi ludźmi, ale piastowali wielkie stanowiska. Skomplikowane było wtedy życie władców. Herod Antypas był mężem Herodiady ale także jej szwagrem. Pierwszy mąż Herodiady był jego bratem. Ale gdy został pozbawiony dziedzictwa Herodiada go porzuciła i związała się z Antypasem. Nie był to czyn szlachetny, wręcz przeciwnie, podły i dodatkowo bezwzględnie zakazany Prawem. I to tę małość i grzeszność wypominał Jan Chrzciciel swojemu królowi. Ale ten nie ukorzył się, nie nawrócił (jak to zrobił np. król Dawid, gdy przyszedł do niego prorok Natan i wypomniał zabójstwo Uriasza i grzech z Batszebą), tylko uwięził Jana. Trzeba mieć serce Dawida, by słuchać proroka spośród poddanego ludu. A Herod takiego serca nie miał i nie miała go Herodiada. Król miał jednak jeszcze szacunek i lęk. Coś tam mu w sercu świeciło. No, ale honor okazał się ważniejszy i Boży wielki człowiek oddał życie.

Największą lekcją z dzisiejszej Ewangelii jest zauważenie, że Bóg patrzy inaczej niż człowiek. Może się wydawać, że świat tu i ówdzie tryumfuje, ale to Bóg odnosi ostateczne zwycięstwo. Można się zastanawiać, dlaczego Bóg nie wysłał do wiezienia swoich aniołów i nie uratował Jana, tak jak Piotra z Janem, a potem Pawła w Filippi. Czy dlatego, że Jan był mniej ważny? Oczywiście, że nie. Nie był też mniej kochany. Był przecież kuzynem Jezusa. Dlaczego więc nie zdarzył się cud? Odpowiedź jest oczywista, choć może niełatwa do przyjęcia. Jan Chrzciciel już wypełnił swoją misję. Otrzymał posłanie od Boga i był mu wierny. Miał zapowiedzieć przyjście tego, który jest Barankiem Bożym i to zrobił. Więc Bóg go powołał i jestem pewien, że otrzymał wieniec chwały. Piotr, Jan i Paweł mieli jeszcze coś do zrobienia według Bożego planu i dlatego zostali cudownie uratowani. Bóg ostatecznie kontroluje wszystko i nasze życie jest w Jego ręku. Czy możemy sobie wyobrazić lepsza opiekę?